Kamsiada



Kamsiada
Zawsze jednak zazdrościłem  innym  miastom  trzech rzeczy:
Ø  sygnalizacji świetlnych (jak byłem  mały to mogliśmy o nich tylko marzyć w Kępnie),
Ø  wieżowców, takich chociaż dziesięciopiętrowych i …
Ø  …dzielnic. Przecież w Kępnie nie ma żadnych dzielnic. Na pewno? A Kamsiadka?

Nasza klasa w Jedynce: Najpierw podchodziliśmy do ludzi z Kamsiadki z lekceważeniem. Stare, zacienione, małe, odpychające przestrzenie. Mieszkania komunalne, często biedne, czasem, jeszcze bez kanalizacji, z rynsztokiem na środku podwórka i  butelkami po wódce ustawionymi rządkiem  przy zasmrodzonym śmietniku. 

My byliśmy lepsi, bo mieszkaliśmy w  czystych, nowoczesnych i słonecznych blokach na Wiosny Ludów. Jedynka, do której żywię ogromny sentyment złączyła nasze środowiska już na zawsze. Gdy więc Kaziu Dobień zgodził się na kolejny mecz nogi na piaskowym, wiedzieliśmy już, że podzielimy się na dwie drużyny bardzo szybko: Kamsiada zagra przeciwko Wiosny Ludów.

Później znalazłem Kamsiadkę jako zamkniętą enklawę zamieszkaną kiedyś przez naszych Kępińskich Żydów. Nie tylko dotarłem w spacerach do najbardziej zmęczonego, poobijanego, potłuczonego, sponiewieranego i poniżonego budynku w moim mieście: synagogi, ale znalazłem cień, zapach i barwę mnogości zaułków, uliczek, starych bram i zaniedbanych podwórek. 

Kamsiadka, Kamczatka, Kamsiada – dziś może już nie jedyna, ale najbardziej wyrazista Kępińska dzielnica – wciąż nieodkryta, wciąż warta poznania.


Na zdjęciu Kamsiadka ujęta od północnej strony, gdzieś w 2016 albo 2017 roku, tak, żeby widać było i Jedynkę i rynek i najbardziej poniżony budynek w Kępnie i naszą, polską, rzymskokatolicką świątynię. 

Komentarze

Popularne posty